Czy warto lecieć do Brukseli?

Ogólnie? Tak. Warto zobaczyć i wyrobić sobie własną opinię. W końcu to stolica Europy.

Ale mam też wrażenie, że sama Belgia – poza Brukselą – jest po prostu ciekawsza. I jeszcze dużo zostało do zwiedzenia.

 

Brugia – Wenecja Północy i miasto, które naprawdę warto zobaczyć

Brugia to miejsce, które poleca chyba każdy, kto tam był. I słusznie.

Z Brukseli dojedziemy tam pociągiem w około godzinę. Warto jednak przygotować się na tłumy. Nasz pociąg był wypchany po brzegi i brakowało miejsc siedzących. Co prawda był punktualny, ale podobno bywa z tym różnie. Dlatego bilety są zazwyczaj całodniowe.

Pierwsze, co rzuca się w oczy przy dworcach, to gigantyczne parkingi rowerowe. Ludzie jeżdżą tam rowerami praktycznie wszędzie. Dojeżdżają rowerem na stację, wsiadają do pociągu i jadą do pracy w większym mieście.

Większość osób kojarzy Brugię z filmu „Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj” z Colinem Farrellem i słynną wieżą widokową. My na wieżę nie dotarliśmy. Dlaczego?

Bo po drodze trafiliśmy na ścianę kamienicy, w której gablotkach ustawione były piwa. Za tą ścianą była kolejna ściana z piwami. A na końcu znajdował się lokal z degustacją.

Priorytety same się ustawiły.

Za to popłynęliśmy kanałami – i zdecydowanie warto. Przeszliśmy starą część miasta pieszo, między kursującymi dorożkami, spacerowaliśmy wąskimi uliczkami, parkami, odwiedziliśmy dawną siedzibę zakonnic, jedliśmy czekoladę i zobaczyliśmy relikwie Krwi Chrystusa.

Ludzi było wszędzie bardzo dużo. Miasto jest mocno oblegane przez turystów. Na szczęście zaczęliśmy zwiedzanie wcześnie – około 10 rano byliśmy już na miejscu – dzięki czemu udało nam się uniknąć większości kolejek.

Kanały ciągną się stamtąd aż do morza, choć dziś raczej rzadko wykorzystuje się je już do transportu towarów. Architektura jest przepiękna – stara, klimatyczna i nienaznaczona zniszczeniami II wojny światowej.

Naprawdę warto to zobaczyć.

A wracając na pociąg, trafiliśmy jeszcze na tę część miasta, którą niektórzy uznają za mniej chlubną – ogromne, stałe wesołe miasteczko pełne karuzel, strzelnic, domów strachu i totalnego kiczu.

I wiecie co? Jako Łodzianka pamiętająca dawny łódzki Lunapark mam do takich miejsc ogromny sentyment. Kiedyś to był absolutny szczyt dziecięcej rozrywki. Fajnie było przejść się też w takim klimacie.

Ogólnie Brugia? Zdecydowanie polecam.

I co najważniejsze – tam nam już nic nie śmierdziało moczem.

10 maja 2026

Bruksela i Brugia – dwa oblicza Belgii

Parlament Europejski i ta mniej pocztówkowa część miasta

Poza centrum udało nam się zobaczyć też nowocześniejszą część Brukseli – Parlament Europejski, okoliczne parki i pałac królewski.

Trasę opracowaliśmy sobie bardzo sprytnie. Najpierw pojechaliśmy metrem do najbardziej oddalonego punktu, który chcieliśmy zobaczyć, a później wracaliśmy pieszo przez kolejne miejsca.

Pod Parlamentem Europejskim zobaczyłam dwóch koczujących bezdomnych. Jeden z nich przytaszczył sobie nawet łóżko.

Problem bezdomności i „zażulenia” miasta jest tam dość mocno widoczny, ale mniejszy niż np. w Budapeszcie. Bezdomni okupują metro, dworce i różne zakątki miasta. Szczerze mówiąc, to temat, któremu chyba kiedyś poświęcę osobny artykuł. Dzięki podróżom do różnych miejsc zaczęłam zauważać w tej kwestii bardzo ciekawe zależności i różnice między krajami.

Spotkaliśmy też Polkę, która mieszka w Brukseli od dwóch lat. Rozmawialiśmy chwilę i jej opinia była bardzo ciekawa. Według niej Belgia jako miejsce do życia – tak. Ale nie Bruksela. Bo śmierdzi, jest niebezpiecznie i trudno dogadać się po angielsku.

To ostatnie akurat trochę nas zdziwiło, bo my nie mieliśmy żadnych problemów komunikacyjnych. Ale z drugiej strony – byliśmy tam tylko kilka dni i głównie poruszaliśmy się po miejscach turystycznych.

Ogólnie jednak jej opinia bardzo pokrywała się z naszym pierwszym wrażeniem. Multi- kulti, misz masz i ogromne kontrasty.

Nie tylko spacery po mieście

W Brukseli odwiedziliśmy dwa muzea.

Pierwsze to muzeum motoryzacji. I było naprawdę świetne. Mnóstwo pięknych aut – zarówno historycznych, jak i nowoczesnych perełek. Trafiliśmy akurat na czasową wystawę Aston Martinów, choć niestety była już zwijana. Najnowsze modele robiły ogromne wrażenie.

Był też samochód Jamesa Bonda i różowy Cadillac Elvisa.

Drugim miejscem było muzeum prac Banksy’ego. Choć technicznie rzecz biorąc jest to przestrzeń z reprodukcjami jego grafik, to i tak robi ogromne wrażenie.

Banksy porusza trudną, współczesną tematykę. Jego prace są jednocześnie buntem i nadzieją, że kiedyś nauczymy się wyciągać wnioski z własnych błędów.

I jeszcze to hasło na sam koniec wystawy…

Dawno żadna sztuka graficzna nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Dosłownie ciary na całym ciele. Polecam tego doświadczyć, choć biorąc pod uwagę tematykę, nie jest to koniecznie „przyjemne” doświadczenie. Ale zdecydowanie dające do myślenia.

Belgijskie piwo – czyli powrót do korzeni

Belgia to jedna z kolebek piwowarstwa i naprawdę czuć to na każdym kroku. Dla nas belgijskie piwa to absolutna klasyka. Większość z nich to piwa górnej fermentacji i właśnie od belgijskich stylów zaczynaliśmy naszą przygodę z warzeniem domowym.

Można więc powiedzieć, że tym razem spróbowaliśmy ich u źródła.

W mieście pełno jest lokali oferujących zestawy degustacyjne. Centrum Brukseli zdominowane jest przez miejsca związane z siecią Delirium. Trafiliśmy też do ogromnego lokalu tej marki, gdzie kiedyś można było spróbować ponad 2000 rodzajów piw. Gdy byliśmy tam my, wybór był już trochę mniejszy, ale nadal tak ogromny, że trudno było się zdecydować.

Moim największym odkryciem okazały się jednak lambiki – belgijska klasyka spontanicznej fermentacji. W Polsce są słabo dostępne, a szkoda, bo są rewelacyjne. Jeśli ktoś lubi soury i gose, to naprawdę powinien ich spróbować.

Belgia od kuchni

Belgijskie jedzenie większości osób kojarzy się z mulami, frytkami i piwem. Klasyka gatunku.

My muli nie lubimy, więc nawet ich nie próbowaliśmy. Frytek po trzech dniach mieliśmy już serdecznie dość. Piwa zresztą też, co było dla nas pewnym zaskoczeniem.

Ale czekolada… na nią ochota nie mija nigdy.

Owszem, zdarzało się nam zasłodzić do tego stopnia, że potrzebowaliśmy chwili przerwy przed kolejną porcją, ale belgijska czekolada zawsze „wchodzi”.

W Brugii – i w Brukseli zresztą też – są sklepy, gdzie samemu nakłada się praliny do kubeczka, potem waży i płaci. A później można spacerować uliczkami miasta i podjadać takie małe czekoladowe dzieła sztuki. Co jak co, ale czekoladę robią tam naprawdę fenomenalną.

Przedłużony weekend to idealny moment na szybki city break. Tym razem padło na Belgię – konkretnie Brukselę i Brugię. Dlaczego właśnie tam? Powód był bardzo prosty: samoloty latają z Łodzi. I serio, to jest ogromna wygoda. Możliwość dojazdu na lotnisko komunikacją miejską bez kombinowania z parkingiem, zostawianiem auta czy organizowaniem transportu do Warszawy to coś, co zaczyna się naprawdę doceniać. A jak masz fajnych znajomych, to mogą Cię odebrać z lotniska.

Loty są regularne i wypadają w bardzo wygodnych terminach. My polecieliśmy pod koniec kwietnia – od czwartku do niedzieli. Typowy city break. Bilety kupowane z wyprzedzeniem kosztowały około 350 zł za dwie osoby w obie strony, więc naprawdę niedrogo. Choć trzeba uczciwie przyznać, że podobną kwotę potrafi kosztować transfer busem z lotniska do miasta (na to trzba być przygotowanym, tanio, to już było).

Hostel zamiast hotelu i bardzo pozytywne zaskoczenie

Jak już wspomniałam – Bruksela do tanich miast nie należy. Dlatego zdecydowaliśmy się na hostel zamiast hotelu. I tu spotkało nas naprawdę miłe zaskoczenie.

Mamy już doświadczenie z hostelami. Zazwyczaj oznacza to miejsce w wieloosobowym pokoju albo prywatny pokój ze wspólną łazienką, a śniadanie ogranicza się do płatków i mleka. Tym razem było zupełnie inaczej. Mieliśmy prywatną łazienkę, a śniadanie niewiele różniło się od hotelowego. Jasne – nie było ciepłych posiłków, ale dostępne było pieczywo, sery, wędliny, napoje, kawa, herbata, mleko, płatki, jogurty, owoce… wszystko, czego potrzeba na dobry początek dnia.

Zatrzymaliśmy się w hostelu Brugel – nazwanym od holenderskiego malarza Bruegla. Cały obiekt obwieszony był reprodukcjami jego prac, co tworzyło naprawdę przyjemny klimat. Lokalizacja była rewelacyjna – blisko centrum i blisko dworca. A właśnie na tym zależało nam najbardziej.

Okolica hostelu była natomiast bardzo… brukselska. Obok kościół, skatepark, niewielki skwer i nowoczesny biurowiec. Taki totalny misz masz. I właśnie tam, chwilę po odłożeniu bagażu i pierwszym wyjściu z hostelu, przywitał nas widok szarpiących się żuli. Co ciekawe – oni byli tak zajęci sobą, że w sumie kompletnie nie zwracali uwagi na otoczenie i nikomu nie przeszkadzali. Zupełllnie nieświadomi, że zostaną w naszej pamięci na zawsze.

Bruksela – miasto kontrastów

Pierwsze ogólne wrażenie? Bruksela jest ogromna. I bardzo zróżnicowana. Kontrasty są tu dosłownie na każdym kroku.

Pamiętam, jak kiedyś pisałam, że po wyjściu z lotniska w Stanach uderzył mnie zapach zioła. Tutaj było gorzej. Tylko że nie czuć było marihuany, a coś znacznie mniej przyjemnego. Taki charakterystyczny zapach starych polskich dworców sprzed dwudziestu lat – uryny, wilgoci i brudu.

Łódź przez lata walczyła z tym problemem i choć nadal nie jest idealnie, to jednak jest zdecydowanie lepiej niż kiedyś. W Brukseli takich miejsc jest po prostu dużo więcej.

GPS poprowadził nas z dworca do hostelu jakąś dziwną, okrężną trasą przez tereny mieszkalne. Było tam brudno. Widać było, że miasto ma problem ze śmieciami. W centrum sytuacja wygląda lepiej, ale przecież nie tam mieszka większość ludzi.

Co ciekawe, Bruksela uznawana jest za jedno z najbezpieczniejszych miejsc w Europie. Ja kompletnie tego nie odczułam. I nie chodzi o to, że ktoś nas zaczepiał albo wydarzyło się coś niepokojącego. Nic takiego nie miało miejsca. Chodzi bardziej o atmosferę. Widok zaniedbanych i zaśmieconych ulic po prostu sprawiał, że człowiek nie czuł się komfortowo.

Natomiast stare miasto i centrum – tam było już naprawdę dobrze. Czysto, zadbane kamienice, piękna architektura. Grand Place naprawdę robi ogromne wrażenie i zdecydowanie warto zobaczyć je zarówno w dzień, jak i po zmroku.

 


Strona www stworzona w kreatorze WebWave.